O jak żal było wracać. O wyjeździe dowiedziałem się na 3 dni przed i na szczęście od razu się zdecydowałem
Już podczas podróży ekipa zaczęła się integrować. Ania częstowała swoimi wypiekami, a dziewczyny nie mogły powstrzymać się od śpiewania. Krajobraz za Częstochową zaczął się robić monotonny - dookoła tylko jabłonki. Już wiemy skąd się bierze owoce do jaboli 
Po pozytywnym wrażeniu jakie wywarł na nas dworek, w którym zjedliśmy obiad przyszło niewielkie rozczarowanie pokojami. W naszym było zimniej niż na zewnątrz. Miały nieco tandetne dekoracje i trafiłem na zepsuty materac.
Ale jak się okazało nie dane było mi spędzić w nich zbyt wiele czasu. Zaraz po rozpakowaniu poszliśmy do pracowni ceramicznej, gdzie stwierdziłem, że raczej ceramika nie jest mi zbyt bliska
Mój "dzwonek" prezentował całkiem okazałe dziury, a całość nieco odstawała od symetrii
Wieczorem po kolacji obejrzeliśmy kilka filmów amatorskich, żeby wkręcić nas w klimat warsztatów filmowych oraz jeden nagradzany film (nie pomnę tytułu), który opowiadał o historii rosyjskiej dziewczynki, która chciała się dostać do szkoły baletowej. Film niekoniecznie był zły, ale też nic specjalnego. Tej nocy wszyscy grzecznie poszli przed 23 spać, pewnie wymrożeni i zmęczenie projekcją.
We wtorek wręcz nie można było wyjść z łóżka, bo niezgodnie z obietnicą w naszym pokoju nadal cholernie piździało. Na szczęście chociaż woda była ciepła. Muszę powiedzieć, że jedzenie było bardzo dobre i na śniadaniu był dość szeroki wybór, od płatków przez dżemy do wędliny. Po posiłku poszedłem razem z Sarą i Sebastianem na zajęcia filmowe. Zapoznaliśmy się ze sprzętem i skupiliśmy się na operowaniu kamerą.
Później z Sarą wzięliśmy handycama i pytaliśmy ludzi czym dla nich jest szczęście. Wszyscy udzielali bardzo spontanicznych odpowiedzi, niektórzy bardzo sympatycznie
Później jednak ruda paskuda się rozmyśliła i wzięła za robienie witrażyków i zdjęć, a my z Sebastianem lataliśmy po całym ośrodku z kamerami i lampami. Po paru minutach ludzie przyzwyczaili się do nas i wyszło kilka naprawdę pociesznych ujęć
Tego dnia cały czas jeszcze chodziła dość irytująca pani z radia, która zadawała śmieszne pytania
Po kolacji większość z nas zebrała się przy kominku, gdzie wytrwali siedzieli prawie pół nocy, a najwytrwalsi (eee... ja i Agata
) do białego rana. W środku nocy całą ekipą wkradliśmy się do kuchni, gdzie zrobiliśmy sobie przeterminowany barszcz znaleziony w szafce. Potem z dziewczynami chodziliśmy po pokojach, a Kaczka budziła ludzi pytając "gdzie są kluczyki od czołgu?!". Nie wierzyłem, że ludzie mogą tak pociesznie reagować o 3 w nocy
Rano zaczął nas skręcać głód i niezmiernie się ucieszyliśmy się, gdy przed drzwiami znaleźliśmy wielki kosz z drożdżówkami :D Razem z Agatą wzięliśmy sobie po jednej i uciekliśmy do hotelowca. Zdążyłem tylko wziąć prysznic, a następnie zabrałem książkę i wróciłem do pokoju z kominkiem ją czytać. Jak zacząłem się śmiać, gdy do pomieszczenia weszły dwie kucharki wydzierające się na dozorce, że "ktoś" ukradł drożdżówki 
Na drugi dzień po śniadaniu okazało się, że jedziemy do Wilanowa
Żałuję trochę, że nie zdecydowałem się na "indywidualne" zwiedzanie Warszawy z dziewczynami, bo wystawa była średnia. A może nie tyle wystawa, co przewodniczka - nienawidzę przewodników
Porobiłem chyba kilka ciekawych fotek, ale głównie podczas wyjazdu skupiłem się na portretach.
Mogliśmy jeszcze chociaż trochę poszwędać się po centrum, bez bicia się przyznam, że nigdy nie byłem. Pod wieczór Sebastian zorganizował "dyskotekę", ale strona muzyczna zachęciła nas do obejrzenia filmu z cyklu "Kocham kino"
Tej nocy jednak poszliśmy spać stosunkowo wcześnie. Wczesnym rankiem konkretnie, jakoś po 4:30 
Czwartek spędziłem w całości na filmowaniu, do południa scen do reportażu, a popołudniu etiud teatralnych sekcji aktorskiej. Do tego jeszcze w którymś momencie doszły improwizacja, całkiem śmieszne swoją drogą ("jak to się lizaliśmy?", "nieważne", "co u rodziny?"), ale już nie pamiętam w który to dzień było. Gdy się praktycznie nie zasypia, to granice między nimi się zacierają
Tej nocy przy montażu siedzieliśmy do 2 w nocy, a później zeszliśmy na dół tradycyjnie już zasiąść przy kominku. Im dłużej siedzieliśmy tym mniej chciało się spać, dopiero o 7 rano, gdy poszliśmy do pokoju dziewczyn zasnąłem na parę minut.
Koleżanki próbowały mnie dobudzić kawą, niczym w reklamie, ale jednak na mnie to nie działa... 
W piątek rano wybrałem się w końcu z aparatem w teren, ale od kamery się nie uwolniłem. Piątek już był lajtowy, raczej montaż i pakowanie się, zbieranie numerów telefonów od ludzi itp. Podróż z powrotem była dość kreatywna, tworzyliśmy oryginalne ozdoby papierowe 
Dzisiaj na foto wywoływałem obie klisze, z tego co widziałem to coś wyszło, kilka zdjęć jest całkiem fajnych. W piątek zrobię odbitki, ciekawe jak na papierze to powychodzi 
10 komentarzy
Kategorie:
Film,
Fotografia,
Ogólne,
Plastyczne